Oficjalnie nie jestem już studentką psychologii na Uniwersytecie Szczecińskim. Ani poprawki, ani egzaminu komisyjnego nie udało mi się zdać. Mama powiedziała, że jestem głąbem. W pełni się z nią zgadzam. Trudno, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Spróbuję w tegorocznej rekrutacji.

Za to Callisto tym razem była mądrzejsza ode mnie i zaliczyła językoznawstwo na 3,5. Jestem z niej dumna i cieszę się ogromnie z jej sukcesu. Teraz tylko zostaje mi wypchnąć ją na Erasmusa.
Czytaj resztę wpisu »

Hmmm…

19 lutego 2010

No i stało się. Nie zaliczyłam egzaminu z HMP (historia pomyślunku psychologicznego) i poprawkę mam w przyszły czwartek w godzinach wieczornych. Tak naprawdę nie chce mi się do tego uczyć, ale wiem, że muszę jeśli chcę zostać na psychologii. Od mamy wsparcia nie mam niemal żadnego. W każdym razie nie werbalne, bo wiem, że tak naprawdę kibicuje mi z całych sił. Tato powiedział, że po prostu muszę teraz zdać. Otaczają mnie przyjaciele, znajomi, a nawet userzy z LI (ci, z którymi utrzymuję regularny kontakt przez gygy), którzy trzymają za mnie kciuki (albo ja się łudzę, że trzymają xD). To miłe wiedzieć, że ma się takie osoby gdzieś tam w świecie.

Martwi mnie tylko sytuacja Callisto, która nie zaliczyła językoznawstwa już drugi raz. To nie jest normalne, że z całego roku na jednym, IMHO z nosa wyjętym, przedmiocie wyłożyło się niemal 70% studentów. Wiem, że ona ma opanowany ten materiał, zanudzała mnie nim podczas długiej podróży do Bydgoszczy w zeszły weekend. Ma ostatnią szansę na zaliczenie. A potem albo będę musiała ją zbierać, albo rozpęta się burza na Wydziale, albo rzuci te studia w cholerę i będę musiała ją zbierać. To trudne, naprawdę. Jestem jej przyjaciółką od niemal 7 lat, a czasem nie potrafię poradzić sobie z jej załamaniami i huśtawkami nastroju. Czasem jestem na nią zła, że zawraca mi gitarę, że nie potrafi sobie poradzić sama, posądzam ją o egoizm i egocentryzm, ale wiem, że wcale tak nie jest, że jest silną, dzielną i wrażliwą osobą. Gardzę sobą w tych momentach i czuję, że sama jestem egoistką.

Czytaj resztę wpisu »

Felieton, który napisałam na zaliczenie przedmiotu. Uznałam, że opublikuję go by praca do drugiej w nocy nie poszła na marne.

Ostatnio kolega znany mi ze swoich antyfeministycznych poglądów stwierdził, że z „tymi feministkami to dziwna rzecz – walczą o równouprawnienie, ale ustępować im miejsce trzeba”. Nie wiedząc co powiedzieć w obronie feministek zamilkłam taktownie i pozwoliłam się mu wygadać do woli. Jednak zdanie to nie chciało mnie opuścić i stwierdziłam, że jednak coś w tym jest.

Czytaj resztę wpisu »

Nigdy jeszcze w swoich myślach nie obrażałam wykładowców tak jak po dzisiejszym egzaminie z gatunków dziennikarskich. Profesor znany mi był z opowieści kolegów dwukierunkowców z filologii polskiej jako osoba nieobliczalna i niewychowana. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Jak dotąd postrzegałam go jako niegroźnego podstarzałego literata o zbyt wybujałym ego.

Dziś przekonałam się, że moja ocena nie była właściwa. I szczerze mówiąc, byłam niemal zdecydowana by powiedzieć mu kilka słów od siebie.

Zaczęło się niewinnie. Od niemal dwugodzinnego spóźnienia. Jak bardzo trzeba nie szanować swoich studentów by bez żadnej ważnej przyczyny spóźnić się na egzamin dwie godziny? I na dodatek nie usprawiedliwić się jak każe dobre wychowanie.

Co jeszcze mnie zdenerwowało? Odpytywanie dwóch osób na godzinę, przez co ledwie 20 osób kwitło na korytarzu od 12 do 16. To nie jest fajne, każdy student to powie. Szczególnie jak rzeczony profesor nie zjawiał się na połowie wykładów i ćwiczeń.

A na koniec egzaminu usłyszałam: „Pani Joanno, pani teksty są dobre, ale wiedza bardzo mała” wypowiedziane tonem, który zagotował mi krew w żyłach. Tak jakbym śmiała nie wiedzieć wszystkiego o felietonie. Okropne.

No, ale byle do przodu. 😉

Sesja na dwóch kierunkach jest dla mnie bardzo męczącym i nerwowym zadaniem. Jak zrobić by nauczyć się na egzaminy, których terminy się zazębiają? Jak rozwiązać problem logistyczny jakim jest przeniesienie się z jednego wydziału na drugi w czasie poniżej 20 minut przy niesprzyjającej zimowej pogodzie.

A jak o pogodzie już mówimy… Nienawidzę zimy. Chcę już wiosnę, a najlepiej ciepłe lato!

Skowronki terroryzują sowy

11 stycznia 2010

Jako szanujący siebie i swój czas przyszły dziennikarz, a także skąpy, biedny student przeglądałam dziś stronę internetową „Gazety Wyborczej” w poszukiwaniu pożywki dla swojego biednego mózgu, który przeciążony jest już wiadomościami na jutrzejsze kolokwium ze wprowadzenia do psychologii. Tak też wpadłam na link prowadzący mnie ze strony głównej do jednego z felietonów z Wysokich Obcasów. Przyznam się szczerze, że prasę (pomimo że powinnam) czytam bardzo rzadko i równie rzadko zdarza mi się kupować dzienniki krajowe i zagraniczne dla ich dodatków. Jednakowoż zainteresował mnie tytuł owego felietonu („Dyktatura skowronków„) i po przeczytaniu lidu stwierdziłam, że to coś dla mnie.

Czytaj resztę wpisu »